UP 3CITY #1 - ZAPOWIEDŹ

Spójrz na miasto jak na wielką planszę do gry. Setki miejsc, tysiące obiektów, dziesiątki tysięcy osób. Atmosfera rywalizacji wypełnia szare ulice i wlewa się do budynków, jednak tylko nieliczni wiedzą jak grać - czy jesteś wśród nich?

Zarezerwuj sobie trochę wolnego czasu w sobotę 22 kwietnia 2006. Weź ze sobą coś do pisania i pojaw się w Gdańsku na Dworcu Głównym. Około godziny 17:00 przed Krewetką pojawi się człowiek w pomarańczowych spodniach, który będzie tam do 17:15, a może i dłużej. Podejdź do niego i powiedz "Właśnie się pojawiłam(-em)", a dostaniesz kartkę z zasadami pierwszej gry z trójmiejskiej serii Urban Playground. Wszystko odbywa się na "planszy" będącej fragmentem tkanki miejskiej Trójmiasta (ulice, budynki, zakamarki). Celem uczestników będzie odnalezienie... ale o tym na miejscu.

Jeśli planujesz wybrać się na UP#1 daj znać na up3city@pro.wp.pl - pozwoli to oszacować liczbę uczetników i przygotować odpowiednią ilość kartek z instrukcjami. Wyniki rozgrywki zostaną opublikowane na tej stronie.

Pamiętaj! Miasto to gra.

Uwaga: W grze bierzesz udział na własną odpowiedzialność. Organizatorzy nie ponoszą odpowiedzialności za Twoje czyny i wynikające z nich konsekwencje.

UP 3CITY #1 - KARTA GRY

Oryginalna karta do gry w nieco pomniejszonym rozmiarze. Kartę do gry w większej rozdzielczości można obejrzeć w serwisie Imageshack.us.

Karta do gry Urban Playground 3city #1

UP 3CITY #1 - RAPORT

W sobotę, 22 kwietnia, punktualnie o godzinie 17:00 człowiek w pomarańczowych spodniach pojawił się przed kinem „Krewetka” z lekkim przerażeniem obserwując tłumy obsiadające okoliczne klomby. „Właśnie pojawiło się” i pobrało kartę do gry 29 osób lub drużyn, które natychmiast przystąpiły do gorączkowego czytania żółtych instrukcji. Z powrotem otrzymaliśmy 19 wypełnionych kart. Gratulacje dla wszystkich graczy i podziękowania za udział w grze!

Zagadki okazały się wyjątkowo trudne do rozwiązania, gdyż na większości kart było więcej pustych pól niż wypełnionych – weźmiemy to pod uwagę w następnych edycjach. Część z Was próbowała odgadnąć brakujące słowa lub cyfry, jednak niekoniecznie zawsze się to udawało. :)

Wielu graczy poszukiwało punktów jeszcze przed rozpoczęciem czasu gry i, nie znajdując ich, rezygnowało z zaliczenia punktu. Tymczasem, zgodnie z opisem podanym na karcie, wszystkie punkty pojawiły się na planszy punktualnie o 17:20. Na przyszłość prosimy uważnie czytać kartę gry. Dotyczy to również zakończenia zabawy. Ponieważ w regulaminowym czasie gry karty oddały tylko dwie drużyny, zdecydowaliśmy się na przedłużenie momentu oddawania kart o dodatkowe pięć minut, ale następnym razem nie będzie już taryfy ulgowej. Było też wiele drużyn, które poszukiwały punktów poza obszarem gry – np. w Madisonie lub nawet na Fortach, gdzie zawędrowały aż cztery ekipy (do tej pory zastanawiamy się, jaka wskazówka naprowadziła Was na taki trop).

Mamy nadzieję, że gra się Wam podobała i weźmiecie udział w następnych edycjach. Czekamy również na Wasze komentarze – maile przysyłajcie na adres: up3city@pro.wp.pl - część z nich może zostać umieszczonych na tej stronie.

UP 3CITY #1 - ROZWIĄZANIA ZAGADEK

Zagadka nr 1

Wskazówka: „pociągnij Depeche Mode”.

Rozwiązanie: Ten punkt nastręczał graczom wiele trudności, ze względu na to, iż nazwa zespołu sugerowała, że punkt znajduje się w Empiku lub jego okolicach. Fajnie wyglądały grupki graczy przeszukujących w Empiku półkę z płytami Depeche Mode w poszukiwaniu ukrytego hasła. W rzeczywistości należało udać się schodami prowadzącymi w dół, znajdującymi się przed głównym wejściem do dworca PKP. Prowadziły one do drzwi, na których znajdowała się kartka z napisem „ciągnąć” a pod nią znajdował się wydrapany napis „Depeche Mode”. Rozwiązanie tej zagadki pojawiło się tylko na dwóch kartach.


Zagadka nr 2

Wskazówka: „Mam mniej kół niż pociąg, a więcej niż taczka, jak naprawię, to pojadę”.

Rozwiązanie: Rozwiązaniem zagadki był samochód. Stał on na płatnym parkingu po lewej stronie, patrząc w kierunku głównego wejścia do dworca. „Jak naprawię to pojadę” było dodatkową wskazówką, ponieważ punkt ruchomy zmieniał koło w aucie. Ta zagadka również należała do trudnych, gdyż jej prawidłowe rozwiązanie pojawiło się tylko na jednej karcie.


Zagadka nr 3

Wskazówka: „Duży Jasiu z Okocimia pije piwo”.

Rozwiązanie: „Duży Jasiu” oznaczał pub „Big Johnny”, który znajduje się pomiędzy dworcem a dawnym budynkiem Żaka (obecnie radą miejską). Górna część tego lokalu jest osłonięta namiotem z reklamą piwa Okocim. Identyfikator wisiał na pokalu z piwem spożywanym przez żywy punkt. Punkt ten znalazła zdecydowana większość graczy.


Zagadka nr 4

Wskazówka: „usługi wyższego poziomu kolejowego”.

Rozwiązanie: Był to ruchomy punkt przemieszczający się w galerii handlowej nad głównym pomieszczeniem dworca kolejowego. Większość graczy bez problemu znalazła w tym miejscu naszą agentkę. Jednak część z Was przypadkiem natknęła się na agenta stojącego w znajdującym się w okolicy punkcie nr 7 i spisywała słowo z jego identyfikatora. Uznaliśmy jednak, że miejsce postoju naszego agenta powinno jednoznacznie skojarzyć się ze „świetlistą ścianą” i nie przyznawaliśmy w takim przypadku punktów.


Zagadka nr 5

Wskazówka: „windą wyżej się nie da”.

Rozwiazanie: Najwyżej położona winda na planszy gry znajdowała się na dworcu PKS w pobliżu przystanku tramwajowego. Punkt przemieszczał się windą w górę i w dół, czasami spacerował też w bliskiej okolicy windy. Kilka drużyn poszukując tego punktu znalazło się w Madisonie, który był poza obszarem gry (ograniczonym hotelem Holiday Inn). Mimo wszystko zagadka okazała się łatwą i większość drużyn znalazła naszego agenta bez problemu.


Zagadka nr 6

Wskazówka: „w tłumie z Sopotu”.

Rozwiązanie: Był to ruchomy punkt uaktywniający się w momencie przyjazdu kolejki SKM i podążający razem z tłumem podróżnych. Ponieważ w ostatniej chwili dowiedzieliśmy się, że rozkład jazdy uległ zmianie, punkt pojawił się jeszcze na peronie w momencie odjazdu kolejki do Gdyni oraz przeszedł przejściem podziemnym od dworca PKS do Empiku. Bardzo dużo ekip mijało ten punkt, wcale go nie zauważając, ktoś nawet go potrącił.


Zagadka nr 7

Wskazówka: „Labirynt świetlista ściana: M >> bliźniak Cię poprowadzi >> 7 mm proszę >> game over >> sala konferencyjna >> !”

Rozwiązanie: Początek labiryntu znajdował się przy wejściu do McDonalda („M”). Następnie należało wejść po schodach, na których ścianie znajdują się lustra („bliźniak”), minąć fryzjera („7 mm proszę”), nieczynny salon gier („game over”) oraz zrujnowane pomieszczenie przypominające salę konferencyjną. Żywy punkt czekał przy ścianie z podświetlanymi kasetonami. Zagadka okazała się trudną, gdyż prawidłowe rozwiązania znalazły się tylko na dwóch kartach, a na trzech innych słowo z identyfikatora agenta znalazło się jako rozwiązanie zagadki nr 4.


Zagadka nr 8

Wskazówka: „szef Koszwał – podróżnik autobusowy”

Rozwiązanie: Prawie wszyscy trafnie odgadli, że punktu należało szukać na dworcu PKS. Przy wejściu na stanowisko nr 2, na ścianie znajduje się napis „Koszwały to szefy”. Drugą metodą było zdobycie informacji z jakiego stanowiska odjeżdżają autobusy do Koszwał i oczywiście udanie się na to stanowisko. Jednak najczęściej wybieraną metodą było bieganie po całym placu dworca i zaglądanie na wszystkie stanowiska w poszukiwaniu naszego agenta. Zagadka okazała się jedną z łatwiejszych, gdyż zdecydowana większość drużyn dotarła we właściwe miejsce.


Zagadka nr 9

Wskazówka: „zdobądź hasło dzwoniąc pod: +48 58 802 0......” (na karcie w tym miejscu były piktogramy informacji oraz aparatu telefonicznego)

Rozwiązanie: W okolicach budki telefonicznej przy informacji w głównym holu dworca rozklejone były kartki z numerem ...396. Zadanie polegało oczywiście na ułożeniu całego numeru i zadzwonieniu do naszego agenta, który podałby hasło. Żadna drużyna niestety nie rozwiązała tego zadania w czasie gry. Telefon w budce dzwonił za to kilkakrotnie nawet pół godziny po zakończeniu gry. :) Kilka drużyn było o krok od znalezienia samego punktu, który okupował budkę telefoniczną przy Madisonie (poza terenem gry określonym na karcie) i gotowy był pokazać zainteresowanym identyfikator z hasłem.


Zagadka nr 10

Wskazówka: „serwis dźwigowy, dźwig schodowy, numer serwisowy, hol boazeriowy”

Rozwiązanie: W korytarzu na dworcu PKS prowadzącym na stanowiska autobusowe znajduje się „drewniana” ściana, a w niej wejście do maszynowni ruchomych schodów. Na drzwiach do niej prowadzących znajduje się napis „ruchome schody T-1381” i właśnie o ten numer chodziło. Jedna z drużyn wpisała zamiast numeru tekst „Zarząd Dróg i Zieleni”. Ciekawie też wyglądali gracze, którzy oglądali ze wszystkich stron same ruchome schody prowadzące do dworca PKS szukając na nich tajemniczego znaku T. :)


Zagadka nr 11

Wskazówka: Przynieś dowolny druk wpłaty/przelewu i oddaj go razem z kartą do gry.

Rozwiązanie: Oczywiście w celu pobrania druku należało udać się na pocztę. Jedyna poczta na planszy gry znajduje się przy dworcowym parkingu, jest to niewielkie pomieszczenie w rzędzie budynków gospodarczych. O druk należało poprosić panią w okienku. Jedna z drużyn wykazała się inwencją, dostarczając nam opłacony druk mandatu karnego znaleziony w portfelu przez jednego z jej członków – oczywiście taki sposób rozwiązania zadania również został uznany.


WILK

Praktycznie wszystko jest już wyjaśnione na karcie gry. Tajemnicą pozostała jedynie gra, która była do rozegrania. Polegała ona na wyciągnięciu zapałki - zapałka z łebkiem wygrywała dodatkowy punkt. Dodatkową trudność sprawiało porozumienie się z krążącym po planszy wilkiem – trzeba było odnaleźć na karcie odpowiednie hasło, żeby się z nim skomunikować. Kilku drużynom się udało, a nielicznym z nich nawet się opłaciło. Po rozegranej grze Wilk wpisywał na karcie do gry słowo – rozpoczynające się na literę „p” oznaczało „plus”, a więc dodatkowy punkt dla ekipy, słowo na literę „m” oznaczało „minus”, a więc odjęcie punktu. Nie wszyscy byli zadowoleni z inwencji wilka...


Główne hasło:

Słowa na identyfikatorach agentów będących żywymi punktami oraz słowo, które miało być przekazywane telefonicznie przez agenta z zagadki nr 9 złożyły się na następujące hasło:

Donośny odgłos wygiętej szyny wzbudził poranne tętnienie miejskiej tkanki.

UP 3CITY #1 - RANKING GRACZY

Teraz pora na tę część, na którą wszyscy najbardziej czekają. :) Oto oficjalny ranking:

Miejsce Ksywka lub nazwa grupy Punkty
1. Vitaminy 12.5
2. Anka 11.5
3. Marcioch 11.5
4. Edusss 11.5
5. Ciufakersy 11.5
6. yETI 11
7. Kable 10.5
8. Rogersi 8
9. Łukasz 7.5
10. Cokolwiek 5.5
11. Nosferatum23 5
12. Drużyna MM 3.5
13. Łuki 3.5
14. CzuCzu 3
15. Ej, Ti 2.5
16. Bumbum 2.5
17. Firer 2
18. Bibułki 2
19. Biedroniaści 1

UP 3CITY #1 - OPOWIADANIE

Następna część »

Od samego rana padał deszcz, a miasto pogrążało się w coraz bardziej pogrzebowym nastroju. Na dworcu kolejowym pojawił się pierwszy tego dnia pociąg z dalekiego miasta. Donośny odgłos wygiętej przez jego cielsko szyny wzbudził poranne tętnienie miejskiej tkanki, jednak tylko na chwilę. Drgania jak szybko się pojawiły, tak samo szybko obumarły. Po chwili na peronie pozostała już tylko jedna osoba z całego tłumu, który wylał się z wnętrza pociągu. Kobieta w czarnym płaszczu i czarnej sukni spojrzała na dworcowy zegar. Miała jeszcze pół godziny czasu. Postanowiła przyjrzeć się okolicy - może w ten sposób przykre wspomnienia choć na chwilę odejdą. Na szczęście zaczęło świecić słońce, chociaż i jego promienie nie zdołały zakryć codziennego smutku miasta. Smutny człowiek zmieniający koło w samochodzie, obskurna, trzeszcząca winda, opuszczony salon gier komputerowych ze zdezelowanymi automatami do gry w kącie, obdrapane ściany upiększone prymitywnymi graffiti z nazwami zespołów, smród dworcowych żuli - to wszystko z pewnością nie poprawiało nastroju.

Kobieta zadzwoniła z pierwszego napotkanego aparatu pod numer zanotowany na skrawku pogiętej kartki, który przez całą podróż trzymała w spoconej ze zdenerwowania dłoni. "Właśnie się pojawiłam" powiedziała do słuchawki by po kilku sekundach delikatnie, z lekkim stuknięciem ją odłożyć. Niedługo potem odjechała samochodem w gąszcz miejskich ulic by odnaleźć odpowiedzi na tysiące smutnych pytań kłębiących się w jej głowie.

UP 3CITY #1 - WRAŻENIA Z GRY

Relacja Wilka

Zadanie wilka, jak można było wydedukować z ulotki, nie było zbyt skomplikowane. Choć z natury jest istotą stadną, tym razem wilk grasował samotnie, przemykając tunelami, parkingami i korytarzami dworca. Oni nie znali mnie, ja nie znałem ich - walka była wyrównana. Jedyne co umożliwiało mi legalne polowanie to znajomy widok żółtych kart gry, niezgrabnie ściskanych przez przemykających tu i ówdzie poszukiwaczy przygód.

Nie przewidziałem tylko jednej rzeczy - ja spokojnie spacerowałem po planszy, a gracze biegali jak opętani próbując chaotycznie odnaleźć jeszcze choć jeden punkt przed końcem gry. Z tego też powodu zauważenie gdzieś na horyzoncie gracza na samym zauważeniu się kończyło, gdyż dogonienie ofiary nawet jeśli technicznie było możliwe, nie było ani konieczne ani eleganckie (ciekawe jakby to wyglądało z zewnątrz kiedy jedna osoba goni inną na dworcu, zaczepia na chwilkę, a później biegnie za następną i następną). Na przyszłość wilk musi pomyśleć conajmniej o wrotkach. Mimo tych utrudnień drogi graczy i moje kilka razy się skrzyżowały.

Wypowiedzenie mojej atakującej kwestii zawsze powodowało chwilową dezorientację ofiary, która w mniej lub bardziej widowiskowy sposób okazywała swoje zaskoczenie newrowo szukając na karcie tego, co ma odpowiedzieć. Kilkoro graczy zrezygnowało z dalszej konwersacji z wilkiem, pozostali zaryzykowali. Gra była prosta i uczciwa, wystarczyło wyciągnąć zapałkę z łebkiem. Rachunek prawdopodobieństwa nie zawiódł - połowa zaatakowanych graczy straciła punkt, pozostali po odetchnięciu z ulgą błyskawicznie powracali do biegu w poszukiwaniu kolejnych części układanki. Ja akurat mogłem wpisywać na kartę co chciałem swoim wilczym kodem, a że wyobraźnia mnie ponosiła, ludzie z lekkim grymasem przypatrywali się temu, co tam bazgram. Niezależnie od skutku ataku, wilk życzył powodzenia i znikał gdzieś w tłumie czatując na kolejną ofiarę.

Z ciekawszych epizodów udało mi się spotkać kumpla z uczelni, który z grą nic wspólnego nie miał, po prostu kręcił się po mieście szukając prezentu na osiemnastkę i (co bardziej naglące) kibla. Napadłbym prawie także na Bogu ducha winną staruszkę niosącą z apteki żółty kartonik z jakimś wynalazkiem do złudzenia przypominającym nasze karty gry. Na szczęście wpadki nie było. Same reakcje graczy na moje ataki było rozmaite, po "pozdrowieniach od wilka" udało mi się usłyszeć

i wiele podobnych :)

Nikt nie miał większch problemów ze zrozumieniem zasad gry, ciągnęli szybko i sprawnie bez zbytniego grymasu :)

Pole gry oczami wilka nie wyróżniało się niczym specjalnym - ot zwykły tłum, w którym jak zwykle ktoś się spieszy bardziej lub mniej. Jedyne co tak na prawdę zdradzało graczy to karty gry w ręku. Inna sprawa, że część osób mogła schować je po prostu do kieszeni, nie dając mi szansy ataku.

Podsumowując, gra zmienia na krótki czas kawałek szarego miasta, w mapę przygód, miejsce akcji, zagadek, wyścigów niczym z filmowego planu. Gdzieś poza całym zgiełkiem codzienności przemykają poszukiwacze tajemniczych miejsc, miejsc osamotnionych i zapomnianych choć dostępnych publicznie. Nikt z otoczenia nie ma pojęcia kim są ci ludzie i czego szukają. Przez chwilę gracze są kimś wyjątkowym wśród otoczenia, mają misję do wykonania i wiedzą, że wielu innych rywalizuje z nimi o cenne punkty. Bez wątpienia tworzy to atmosferę świetnej zabawy, co mam nadzieję zachęci graczy to podejmowania kolejnych wyzwań.


Relacja Szefa Koszwał

Dzień jak co dzień i Szefuńcio (czyli nieskromnie mówiąc ja) jak zwykle miał pilną sprawę do załatwienia w wielkim mieście. Co było do zrobienia to zostało zrobione, a szczegóły... cicho sza! Nie byłoby nic w tym dniu niezwykłego gdyby nie to, że Szefuś wracając na dworzec kątem oka zauważył jakąś dziewczynę w pomarańczowych spodniach, która rozdawała żółte papiery (hehehe :D). No nic, nieważne. Tylko kurde, co oni tak z tymi papierami latają jak na... wariackich papierach. Wszedłem sobie w moje ulubione tunele dworcowe i powoli ruszyłem w stronę dworca PKS (wiadomo w końcu czym Szefowie się rozbijają :D). Po drodze spotkałem starego znajomego, który to oznajmił mi, że idzie sobie trochę pojeździć windami. Tak się jakoś złożyło, że w pewnym momencie obydwoje szliśmy pomiędzy tymi z podejrzanymi kartkami. Byli przed nami i za nami i rozmawiali o jakichś zagadkach. Spieszyło im się chyba jednak bo szybko straciliśmy ich z oczu. Pod schodami przypomniało mi się, że zapomniałem kupić sobie rogala. Zostawiłem więc kumpla od wind i się wróciłem po jedzonko. Po drodze mijałem kolejnych żółtopapierzastych. Pewna trójka to normalnie mnie staranowała tak byli zaczytani w tej kartce - świata poza tą nią nie widzieli.

Z zakupionym rogalem udałem się znowu w stronę dworca PKS i najsławniejszego w nim stanowiska nr 2. Ahhhh, to piękne graffitti przed wejściem na nie z napisem "Koszwały to szefy"... Duma rozpiera mnie z mojej miejscowości i przede wszystkim z chłopaków, którzy tak pięknie wydziergali ten napis na ścienie... No dobra, rozmarzyłem się.

Wyszedłem na świeże powietrze, usiadłem na ławeczce i pogrążyłem się w lekturze - ta książka to tak dla ściemy była, no ale wiecie... :) I tak siedzę sobie spokojnie, czekam na mój autobus a tu nagle zaczynają do mnie podbiegać ci ludzie z kartkami, wpatrują się w mój identyfikator, z którym tak dla kawału lubię sobie od czasu do czasu pochodzić i spisują z niego moje ulubione słowo: "miejskiej". Zrobili całkiem niezłą sensację wśród pasażerów z przystanku obok, którzy zaczęli rozprawiać między sobą o tym co jest grane. W sumie też tego byłem w tym momencie ciekaw. Nietrudno im było wzbudzić takie zainteresowanie skoro biegali zziajani po całym placu autobusowym skacząc przez ławki i barierki i nawołując się nawzajem gdy tylko ktoś z nich zobaczył mnie. Aż taki sławny jestem? Dziękuję, nie wiedziałem. :) Zaraz, czy ja coś mówiłem o sławie? Ten gościu co to wpadł na stanowisko z aparatem i zrobił mi zdjęcie to jakiś fotoreporter czy co? Taaak, teraz ci ze stanowiska obok to dopiero mają miny.

Po pół godzinie od chwili gdy wszedłem na stanowisko tknęło mnie jakieś przeczucie - mój autobus zbyt długo nie przyjeżdżał, już dawno powinien być. Spojrzałem na rozkład i... o kurde, przesunęli mi autobus tylko o 11 godzin wcześniej! No to się spóźniłem... Nic, trzeba pójść z powrotem na miasto, jakiegoś hotelu poszukać. A jutro gazety poczytać, może coś napiszą o co biega z żółtymi kartkami. Ściągnąłęm więc swój identyfikator, który wzbudził takie zainteresowanie i machając ręką do ludzi ze stanowiska obok zniknąłem w ciemnościach dworcowego tunelu.


Relacja drużyny zwycięskiej bo zVitaminizowanej

Po przybyciu na miejsce usiadliśmy na zimnym murku (mając na uwadze wcześniejsze złapanie wilka) i czekaliśmy na osobę w pomarańczowym ubiorze, która wedle naszych domysłów winna była wysunąć się spod ziemi stojąc na marmurowym piedestale. O mały włos jedna z witamin nie zaatakowała niczego nie przwidującego jegomościa sączącego niewinnie piwo w przykrewetkowej knajpie a wyposażonego w pomarańczową kurtałkę.

Tak czy inaczej wokół kina zaczęło się gromadzić już całkiem spore stadko żądnych przeżyć graczy. Rezygnując z pomysłu wiązania im sznurowadeł udaliśmy się do świeżopojawionej pomarańczowej osoby z żółtymi papierami. Przeciwnie do naszych przewidywań nie była osobą aż tak bardzo niezrównoważoną. Aczkolwiek jak tylko zobaczyła gromadę pędzącą w jej kierunku z jej oczu dało się odczytać strach, napięcie i chęć ucieczki.

Po dotarciu, spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy (ja jej, ona mi i reszcie drużyny). Niestety nie przyniosło to oczekiwanego rezultatu i aby zdobyć instrukcję musiałem posłużyć sie hasłem.

Natychmiast po otrzymaniu instrukcji ruszyliśmy biegiem, niczym czołgi, w kierunku domniemanych obiektów-celów, taranując ciałem kilku dziwnych ludzi z żółtymi identyfikatorami. Pierwszym domniemanym obiektem-celem był Fort :-) (wyjaśniam: to w GOGGU był onegdaj zjazd fanów DEPESZÓW). Dalej poszło już z górki...

Jedną z przygód napotkanych na drodze do zwycięstwa była wizyta w Holiday Inn, gdzie o mały włos nie zostalibyśmy wylani przez ochronę, po tym jak przepocona, niechlujnie ubrana vitamina taranując główne wejście dobijała się do święcącej tablicy z bieżącym kursem walut.

Kolejnym ciekawym zdarzeniem było wyjście zdesperowanego i zdziwionego ochroniarza zamieszkującego rejony windy, który swoją idealną polszczyzną powiedział: "A szego wy tu szyscy szukacie, he? Winde sprawdzacie?". Po krótkich wyjaśnieniach odnośnie zadania ochroniarz zbystrzał, chwycił kurtkę i już sunął w kierunku holu boazeryjnego. Ponieważ poruszał się on sinusoidalnie szybko go wyprzedziliśmy i dziękując za pomoc ruszyliśmy w wiadome miejsce.

Wilk... hmm... "eee... aaa... yyy... wzajemnie(?)". Dobrze, że serce wytrzymało...

Ciekawe było również pierwsze spotkanie z żółtymi identyfikatorami. Podejść, nie podejść. Zapytać, nie zapytać. Może kopnąć? Tylko dlaczego ta pani ma okrągły identyfikator?... Nie to jednak nie ona bo wsiadła do Intercity jadącego w kierunku Warszawy... Może też powinniśmy byli wsiąść...

W pełni usatysfakcjonowani po zakończonej imprezie udaliśmy się przykładem Dużego Jasia z Okocimia na zasłużonego... spisując po drodze wszystkie napisy na żółtym tle widniejące ('Lotto', 'Objazd', 'Monopolowy', 'Tani kredyt', ....)

Podsumowanie? Kawał dobrej zabawy, spoconego ciała i przestraszonych przechodniów w tunelu pod ulicą.

Pozdrawiamy organizatorów i czekamy na obiecane laptopy... (nasza drużyna składała się z 43 osób).


Przygody CzuCzu

Przybyłem do Gdańska cały szczęśliwy, patrzę a tu już ludzie biegają z kartami więc szybki bieg do Krewetki, kartkę wziąłem i do akcji. Pierwsza zagadka, która była oczywista to winda to na dworzec do windy, winda na dole stoi, to ja schodami na górę bo kto wie czy ona działa, na górze rozglądam się i nie ma nikogo z identyfikatorem nigdzie. To może winda w Madisonie ruszyłem na dół i widzę drzwi (pewnie te od zagadki), oglądam je dokładnie a tu ochroniarz wychodzi i sie na mnie krzywo patrzy. Ja w szoku machnąłem mu kartką, powiedziałem, że to gra i się zmyłem. Biegiem do Madisona, windą na samą górę patrzę przez okno windy a tam stoi ładna pani z żółtym identyfikatorem na przeciwko piętro niżej, to szybkim krokiem podchodzę pytam czy mogę zobaczyć a tam napis "sprzedawca", patrzę na jej twarz a ona w szoku o co mi chodzi. To powrót pod Krewetkę, po drodze widzę ulice Heweliusza, szybkie spojrzenie w kartkę w zagadkami "Duży Jasiu z Okocimia pije piwo" Jan Heweliusz (Heweliusz i piwo chyba oczywiste). To przeszukuje ulice widzę plakat Festiwal Piwa rozglądam sie za kimś z identyfikatorem i znowu nie ma. Trzeba jakieś punkty zdobyć patrzę na kartę i widzę numer telefonu znaczek 'i' (informacji) to pytam przechodnia o numer na informacje a on "913", (to stary numer na informacje ale 3-cyfrowy więc pasował) dzwonię i nie ma takiego numeru. Potem było łatwiej ale czasu starczyło już tylko na odnalezienie dwóch punktów i w sumie to 3 punkty zdobyłem. Czekam na kolejną edycje bo tej to długo nie zapomnę.


Chcesz, żeby Twój opis wrażeń pojawił się w tym miejscu? Nie ma problemu, wystarczy przesłać swoją relację do nas na adres up3city@pro.wp.pl, a umieścimy ją.